Nasze życie bez smartfona

 

To prawda. Kiedy ktoś mi mówi abym ściągnęła sobie jakąś apkę, zazwyczaj się uśmiecham. Nie z każdym wchodzę w szczegóły. Kiedy po roku powiedziałam mojemu 61-letniemu szefowi, że nie mam smartfona stanął w bezruchu i długo mi się przyglądał.

Nasze życie bez smartfona 

 

Nie przejadę się uberem i nie zamówię kolacji dzięki jednej z setek aplikacji. Tak samo jak nie zapłacę rachunku, nie pokieruję dronem, nie sprawdzę stanu konta, czy nie dostanę powiadomienia, że pensja wpłynęła. Mogę zapomnieć o przejechaniu się hulajnogą, posłuchaniu muzyki i pograniu w gry. Podobnie ze słuchaniem audiobooka, robieniem zdjęć i filmów. Nie zabiję czasu siedząc w pracy, autobusie, poczekalni, jak również nie skorzystam z nawigacji. Życie bez smartfona brzmi jak droga przez mękę!

Na wakacjach z mężem korzystamy z mapy, lub uwaga – się ludzi! 🙂 Na kolacji z mężem czy obiedzie z koleżanką nie poskroluję walla, tylko uwaga – porozmawiam z tymi osobami. 🙂 Nie zrobię, nie kupię i nie skorzystam jeszcze z mnóstwa innych rzeczy za pomocą setek tysięcy aplikacji których istnienia nie jestem jeszcze świadoma.

Być może to prawda. Nie wymieniam rzeczy na nowe tylko dlatego, że mogę. Nie rozmawiam z osobami, które są bardziej zajęte swoim telefonem niż dialogiem ze mną. Nie porozmawiam o serialach na Netflixie, bo nigdy nie miałam tam konta.

Zatrzymaliśmy się technologicznie na roku który nam odpowiadał, ale jak tak się rozglądam na ulicy każdego dnia to nadal polemizowałabym która strona traci na tym bardziej.