„Efekt Lonely Planet” i zwiedzanie Nowej Zelandii

 

Przejcie 19-kilometrowego Pouakai Crossing

 

zajęło nam 5 godzin w obie strony z uwzględnieniem kilku przerw. Stroma wspinaczka poszła mi gładko mimo tego, że nic się nie zmieniło od naszego pobytu w Nepalu w zeszłym roku. Wspinaczkowiec-himalaista ze mnie żaden. Naoglądałam się dziesiątek zdjęć i miałam konkretne wyobrażenia odnośnie szczytu. Myślałam, że będzie taki jak cała Nowa Zelandia – dziki i naturalnie piękny.

„Efekt Lonely Planet”

 

Pojechaliśmy tam nie wiedząc, że od dwóch lat Taranki odczuwa tzw. „efekt Lonely Planet”. Wcześniej to był raczej pomijany w przewodnikach rejon Nowej Zelandii. W 2017 roku uplasował się jednak na drugiej pozycji miejsc na świecie wartych odwiedzenia…i zaczęły się pielgrzymki. Mieliśmy szansę zobaczyć to miejsce bez tabunu turystów, ale akurat wtedy pogoda nie dopisała.

Taranaki to również bardzo humorzasta góra. W 2016 roku przejechaliśmy 500 kilometrów z Auckland w jedną stronę tylko po to, żeby na miejscu zobaczyć gęstą mgłę i chmury. Przez kilka dni nie było nawet godziny, żebyśmy mogli ją podziwiać w całej okazałości. Jadąc tam ostatnio zastanawiałam się tylko – ciekawe jak będzie tym razem?

Będąc już na szczycie usiedliśmy przy „słynnym” akwenie wodnym z widokiem na Taranaki (inaczej Mount Egmont), a ja zamiast aparatu wyjęłam lunch. Mówię mężowi:

Raczej nikomu bym nie poleciła tej wspinaczki.

Czemu, przecież fajnie było? Wiesz, Ty masz bardzo wysokie oczekiwania i coraz ciężej będzie Ci je spełnić.

Nie chodzi o to. Samo miejsce jest ładne, ale…

Nie przeszkadzały mi chmury otaczające górę, czy wiatr przez który nie odbijała się ona idealnie w tafli wody. Chodzi o to, że mieszkając w Nowej Zelandii piąty rok jestem już przyzwyczajona do pustek. Pustych plaż, pustych szlaków, pustych wysp. Kiedy widzę tłum ludzi, idę w przeciwną stronę, a tam nie miałam dokąd iść. Na szczycie usiedliśmy obok około 30 innych turystów, którzy przyszli sobie zrobić zdjęcie takie jak zobaczyli w przewodniku. Nie bez powodu powstało sformułowanie „efekt Lonely Planet”. Pozowali, skakali, układali figury ze swoich ciał. Chciałam dziewicze i naturalne miejsce, a miałam grupkę Azjatów i ich „taniec robota” 🙂

 

 

 

Taranaki jest także piękna i zdradliwa

 

Jak dotąd zginęło na niej 86 osób. W miasteczku wiszą plakaty ostrzegające przed jej niebezpieczeństwami. „Przed wejściem na szczyt przygotuj się. Chyba nie chcesz być numerem 87?” Dlatego właśnie postanowiliśmy nie wspinać się na jej szczyt, tylko okoliczne. Po pierwsze ponieważ są niższe, po drugie zależało nam na widokach Góry Egmont, niekoniecznie na jej zdobyciu.

Kiedy schodziliśmy w dół Wielkanoc powoli dobiegała końca. Przynajmniej po naszej stronie świata. W Europie dopiero zasiadaliście do stołów. Tydzień przed wyjazdem mój mąż powiedział, że chciałby mi podziękować za wszystkie posiłki, które przygotowuję dla nas na co dzień i w ramach wdzięczności w trakcie tego wielkanocnego wyjazdu przejmie pałeczkę. Osłupiałam. Nisko chylę czoła dwóm wspaniałym kobietom, które go wychowały, bo nie da się człowieka nie kochać. Po powrocie czekał na mnie pyszny obiad!