Vivid Sydney i najpiękniejsza… Australia

  

Chciałabym wiedzieć dlaczego

 

tak mnie tam ciągnie. Dlaczego akurat w Australii czuje się tak dobrze? Ostatnio często wracam myślami do pierwszych tygodni w Melbourne 6 lat temu.  O tym, że nam było ciężko to chyba nie muszę mówić, dlatego skupię się na tych miłych wspomnieniach. Pierwszego wieczoru po wylądowaniu w Australii,  rodzina u której zatrzymaliśmy się na kilka dni pokazała nam jak daleko jesteśmy od domu (wtedy za „dom” uważaliśmy Polskę). Po zachodzie słońca wyszliśmy na zewnątrz, żeby spojrzeć w niebo. Bezchmurne, gwieździste, po raz pierwszy australijskie, niebo. Pokazali nam obecny na flagach Australii i Nowej Zelandii Krzyż Południa – gwiazdozbiór charakterystyczny dla nieba południowego. Southern Cross. Wtedy dopiero dotarło do mnie, że faktycznie jestem na Półkuli Południowej. Dzisiaj, nadal mieszkając na Antypodach często patrzę w niebo i widząc Krzyż Południa uśmiecham się na tamto wspomnienie.

Cieszyłam się jak dziecko,

 

kiedy w zeszłym miesiącu wylądowaliśmy w Perth. Gdybym mogła położyłabym sobie ten kraj na dłoni i cały obcałowała. Jeśli powietrze pachnie trawą cytrynową i eukaliptusem to znaczy, że znowu jestem w Australii!

Wracam pogryziona przez komary, spalona od słońca, poparzona przez meduzy, a i tak wiem, że do najsuchszego kontynentu na świecie jeszcze wrócę. Spędziliśmy w kwietniu dwa tygodnie w zachodniej części kraju, a po powrocie zaczęliśmy planować nowe wakacje. Burza mózgów. Nowe kierunki, nowe pomysły? Skądże znowu. Mój Andrzej mówi – a może pojedziemy do Australii? W Australii jesteś taka szczęśliwa.

Kiedyś usłyszałam od znajomego Amerykanina, że spośród setek odwiedzonych miejsc za granicą, Australia to dla niego kraj najwyższego komfortu. Ostatnimi tygodniami śmigając autostradami przez Golden Outback myślałam dokładnie tak samo. Wracam, ponieważ nigdzie będąc poza domem nie czuję się tak dobrze, jak właśnie w Australii. Nasze marzenia odnośnie życia w tym kraju spełniły się na krócej niż tego chcieliśmy, ale przynajmniej teraz możemy spełniać te podróżnicze.

24 maja to w tym roku

 

pierwszy dzień Festiwalu Vivid Sydney.  W 2017 roku polecieliśmy tam, żeby zobaczyć jak miasto zdążyło się zmienić od ostatniego wypadu w 2014 roku, a na miejscu zastał nas największy na świecie festiwal światła, muzyki i pomysłów – Vivid Sydney, który znałam ze zdjęć, ale zawsze bardzo chciałam zobaczyć na żywo. Jak zwykle najpiękniejsze rzeczy w życiu zdarzają się przed przypadek. I najczęściej są za darmo!

Przez najbliższe 3 tygodnie Sydney świeci dzięki 90 instalacjom przy akompaniamencie 200 koncertów na żywo. Zazdroszczę każdemu, kto jest aktualnie w tym mieście!

 

Vivid Sydney w obiektywie