Scrolluj dalej, to tylko Nowa Zelandia

Czasami piszecie do mnie, że ten kraj to wcale nie jest taki raj na ziemi. Bo ludzie zasuwają sześć dni w tygodni, żeby uciułać na spłatę kredytu i mieć co do garnka włożyć. Bo jest ogromna liczba bezdomnych na ulicach spowodowana kryzysem mieszkaniowym z roku 2015, kiedy było więcej zapotrzebowania niż domów. Zgadzam się. Nie ma miejsca, które w stu procentach zadowoli każdego. Aotearoa, a szczególnie Auckland ma wiele wad, które widuję na co dzień i nie udaję, że problemy nie istnieją. Wolę jednak pisać o dobrych rzeczach. O tych złych możecie poczytać w gazetach.  

Spotkałam się też z opinią, że „to tylko Nowa Zelandia”, kraj dla ludzi, którzy nie mają dużych wymagań. Często mam wrażenie, że jeśli ludzie chcą być nieszczęśliwi, to tacy będą obojętnie czy wybiorą życie w Koszalinie, Pradze, Helsinkach, Auckland czy w Sydney. Zawsze znajdą powód do narzekania i wiecznego porównywania się z innymi.

To tylko Nowa Zelandia?

Zostały nam 3 lata do ceremonii nadania obywatelstwa. Ostatnim krokiem będzie nowozelandzki paszport, którego ostatecznie nigdy nawet nie musielibyśmy wyrabiać. Nikt nigdy nam nie dał odczuć, że nie pochodzimy stąd, czy, że nie jesteśmy u siebie. Znam ludzi mieszkających tu bez paszportu po 25 lat, to kwestia indywidualna.

Dla jednych to tylko Nowa Zelandia, dla drugich aż. Pomimo upływu lat nie przestajemy zachwycać się tym krajem i nawet Auckland udało się urosnąć w naszych oczach, choć nie było to takie łatwe jak w przypadku Melbourne. Opowiem Wam dzisiaj o drobnostkach dnia codziennego, które sprawiają, że fajnie nam się tutaj żyje.

1. Ludzie są mili dla siebie

Czasami idąc rano do pracy liczę ile osób po drodze uśmiechnie się do mnie i powie good morning. Te drobne i przyjemne gesty wpływają bardzo pozytywnie na cały dzień i mimo, że jestem tu piąty rok łapię się na myśleniu, że fajnie tu być!

2. Są tacy, którym nadal zależy

Idąc w ostatnią niedzielę na śniadanie zauważyliśmy ogłoszenie na słupie. Bardzo poważna sprawa. Zaginiony baranek szuka domu!

„Czy to Ty jesteś właścicielem tego zaginionego baranka? Znalazłam go 16 maja niedaleko Piekarni Hollywood ratując go tym samym przed nadchodzącą ulewą, która miała miejsce tego dnia od godziny 16-stej. Baranek spędził tydzień już tydzień wakacji na mojej półce, ale chciałby już wrócić do domu. Pomożesz?”

Mówcie co chcecie, ale Nowozelandczycy to uroczy naród 🙂

3. Narysuj gdzie mieszkasz

W lutym tego roku dostaliśmy status stałego zamieszkania i byliśmy uprawnieni, żeby zapisać się na wybory. Zrobiliśmy to niedawno i nie obyło się bez szoku kulturowego. Trzy lata temu zdając testy na prawo jazdy śmialiśmy się odpowiadając na pytania „Jak się zachowasz, kiedy na drogę wyskoczy Ci stado owiec?”. Teraz przyszło nam zmierzyć się z pytaniem o adres zamieszkania. Sekcja E dla osób, których mieszkanie lub dom nie posiada przydzielonej nazwy ulicy, czy numeru drogi. Poniżej miejsce z instrukcją „narysuj mapkę swojego miejsca zamieszkania”.

Nie wiem, czy gdybym zabrała się za szkic, to czy listonosz kiedykolwiek by to rozszyfrował. Całe szczęście posiadamy ulicę i numer bloku!

4. Umiejętność cieszenia się z drobnych rzeczy

Spacerując po lesie w Hanmer Springs na Południowej Wyspie natrafiliśmy niedawno na sześć kolorowych domków. Napotkana rodzina z najszczęśliwszymi dziećmi na świecie rozwiała wszelkie wątpliwości. To nie elfy czy chochliki. To też nie magia! To rodzice urządzili swoim pociechom taką zabawę. Fajnie jest widzieć, że chociaż tutaj istnieje jeszcze życie poza smartfonem.

5. Opłaca się wychodzić na spacer!

W tym samym lesie naszą uwagę przykuł plakat. 10 000 dolarów nagrody za aktualną fotografię, lub inny dowód na istnienie endemicznego dla Nowej Zelandii ptaka Kokako. To mógłby być najpiękniejszy spacer w naszym życiu!

6. Tutaj nic się nie marnuje

Spotkałam się z przeróżnymi opiniami. Możecie gardzić ruchem zero waste, możecie go popierać, jak również może być Wam obojętny. W Nowej Zelandii to rzeczywistość. Tutaj naprawdę nic się nie marnuje.

7. Mieszkańcy Auckland przechodzą w pomysłach samych siebie

Mój mąż nadal czeka na dzień, w którym pójdziemy do cukierni, a ja zamówię coś normalnego.

Poniżej czekoladowa kałamarnica z lodami i smaku kawy i orzechów włoskich oraz deser mojego męża, który oczywiście nie pozostał mi dłużny zamawiając najdłuższe lody Półkuli Południowej w kształcie Auckland Tower.  Polecamy odwiedzenie Giapo mimo ceny, 29$ za sztukę 😉

8. Na koniec trochę ruchu po tym obżarstwie

Ostatnia rzecz na jaką można narzekać mieszkając w Auckland to brak zieleni. Wedle najnowszych statystyk Rady Miasta, zliczając wszystkie przestrzenie zielone, parki miejskie, farmy oraz parki regionalne wychodzi ich 4000!

4 tysiące parków brzmi jak totalne szaleństwo. Gdybyśmy chcieli zwiedzić je wszystkie, zajęłoby nam to… 10 lat. Sporo pracy przed nami 🙂