W jaki sposób NIE emigrować do Nowej Zelandii

Emigracja na drugi koniec świata tylko dlatego, że ludzie piszą na blogach, że dobrze im się tu żyje jest, bez obrazy dla uważających inaczej, skrajną nieodpowiedzialnością. I to delikatnie rzecz ujmując.

Niewiarygodne, że ludzie tak robią. Naoglądają się fotografii. Ubzdurają sobie, że za granicą jest łatwiej a dobrobyt spada z nieba. Naczytają się, że tu jest wysoki poziom życia, że zawsze świeci słońce, że są świetne zarobki, a Polaków stać na wiele…i myślą, że przylecą tu i będą mieli tak samo. Ich historie po wylądowaniu w Auckland najpierw mrożą mi krew w żyłach, a później realia weryfikują…i ludzie po jakimś czasie wracają do Polski. Jak w takim razie NIE emigrować do Nowej Zelandii?

Nie porównuj się z innymi

Nie czytaj na forach i grupach Polaków za granicą ile zarabiają i jak wygląda ich życie. Nie pytaj o rady. Nie proś o pomoc. Zamiast tego, skup się na sobie, na tym co Ty chcesz mieć, jak Twoje życie ma wyglądać. Co Cie interesuje ile ktoś, gdzieś zarabia? Ciekawsze jest chyba ile Ty możesz zarabiać.

Może najpierw warto przyjechać w odwiedziny?

8 miesięcy słońca w Auckland każdego roku brzmi bajkowo, prawda? Jeśli chcesz tutaj mieszkać na stałe, przyjedź w czerwcu, żeby przeżyć 30 deszczowych dni. To samo w lipcu, sierpniu. I we wrześniu. Dzisiaj na przykład mamy „tornado warnings” na północną część miasta. Do tego regularne cyklony, trzęsienia ziemi, ostrzeżenia tsunami. Po zeszłorocznym cyklonie, który spustoszył Auckland zostaliśmy bez prądu na 3 dni. Tak samo jak 180 tysięcy innych mieszkańców miasta. Jeśli te kilka miesięcy nie są Ci straszne, przez resztę roku będzie już tylko lepiej!

100% to za mało

Jeśli zamkniesz swoje życie w Polsce, dostaniesz tutaj pracę i wizę, spakujesz się, przylecisz na drugi koniec świata wydając na to oszczędności życia, po czym rozsiądziesz się na kanapie myśląc, że najtrudniejszą część masz za sobą…zastanów się jeszcze raz. Jako imigrant każdego dnia będziesz dawał z siebie 200%. Nadal marzysz o tym, żeby emigrować do Nowej Zelandii?

Wyjeżdżając, wybierasz trudniejszą opcję, nie „łatwiejsze życie”. Żeby tutaj zostać i żyć na poziomie o jakim marzysz, będziesz musiał się ciągle rozwijać, szkolić i poprawiać swój angielski. Inny język potrzebujesz robiąc zakupy spożywcze, a inny chodząc do teatru, robiąc kanałowe leczenie zęba, zapisując się na cytologię, będąc w filharmonii, czy na szkoleniach firmowych. Obojętnie ile lat mieszkasz za granicą i jak dobrze posługujesz się angielskim, nie będzie on nigdy Twoim językiem ojczystym. Zawsze znajdzie się ktoś, kto Cie nie rozumie. Uwierz mi na słowo, będzie to bardzo frustrujące 🙂

Mierz siły na zamiary

W Polsce nie każdemu żyje się źle, tak samo jak tutaj nie każdemu żyje się dobrze. Nam nigdy nie było źle w Polsce. Nie wyjechaliśmy do Australii w pościgu za pieniędzmi, bo to właśnie emigracja na Antypody przez pierwsze dwa lata ciągnęła nas finansowo w dół.

Nikt nie wyjeżdża do Australii „na zarobek”. Wszyscy nam mówili, że „my tylko tracimy”, a my mówiliśmy, że „inwestujemy”. Teraz nic nikomu nie mówimy. Jestem już starsza, miejmy nadzieję mądrzejsza i nie słucham komentarzy na temat naszych pomysłów na życie. Tak samo jak nie tłumaczę się nikomu z tego ile zarabiamy, ile i na co wydajemy, co i dlaczego robimy.

Nadal chcesz emigrować do Nowej Zelandii?

Przed wyjazdem sprawdź jakie masz widełki zarobków w swoim zawodzie. Jakie masz w nim perspektywy? Nawet na dobry, „poszukiwany zawód” nowozelandzkie firmy nie od razu zaproponują dużo, ale spokojnie. Nie w jeden dzień Rzym zbudowano. Czy za kilka lat jesteś w stanie awansować i zarabiać więcej? Masz określoną śnieżkę kariery do której dążysz? Czy perspektywa obniżenia jakości życia na jakiś czas Cie nie odstrasza? (Czasami trzeba zrobić kilka kroków w tył, żeby później móc wystrzelić do przodu). Więcej o tym jak emigrować do Nowej Zelandii, tutaj.

Również ważne

Jakie masz opcje lokalowe? Jeśli wynajem dwupokojowego mieszkania w Auckland kosztuje 500$ tygodniowo, a Ty masz perspektywę zarabiania 700$ tygodniowo, zostań w Polsce. Będziesz klepał biedę. Będziesz sfrustrowany, załamany, a Twój komfort życia poleci na łeb na szyję w porównaniu do tego co miałeś. Ewentualnie, jeśli naprawdę chcesz tu żyć zawsze można wyjechać do innego miasta Nowej Zelandii. (Dlaczego ludzie tutaj tkwią zarabiając marnie, płacąc horrendalnie wysokie czynsze tylko dlatego, żeby żyć w „ekskluzywnym Auckland” jest dla mnie zagadką).

Znam parę Nowozelandczyków

po 30-stce, która kupiła dwupokojowe mieszkanie w Auckland, a teraz muszą żyć z konsekwencjami swojej decyzji. On – sprzedaje samochody. Pracuje 28 dni miesięcznie po 10 godzin dziennie. Brak wolnych weekendów. Wszystko co zarabia nie starcza na miesięczną ratę kredytu. Reszta raty, wyżywienie i pieniądze na życie idą z pensji jego partnerki, która jest pracownikiem biurowym. Żyją na styk, czasami na minus.

Nie stać ich ani na wesele, ani na to, żeby się rozstać. Brak perspektywy na oszczędności, czy posiadanie potomstwa. W momencie kiedy jedno z nich straci pracę, zachoruje, albo zmieni się koniunktura na rynku, stracą mieszkanie na które od początku nie było ich stać. (W perspektywie 30 lat na które wzięli kredyt to, że coś się po drodze stanie jest niezaprzeczalne).

Zanim tu przyjedziesz dobrze się zastanów jakie perspektywy zawodowe Cię czekają. Chyba nie chciałbyś się z nimi zamienić?