Bali – plan wyjazdu w pigułce

 

Bali jest jedną z tysięcy wysp Archipelagu Malajskiego. Występują tam liczne wygasłe i czynne wulkany, oraz regularne trzęsienia Ziemi, które na mieszkańcach Nowej Zelandii nie robią specjalnego wrażenia. Statystycznie w moim kraju występuje 20,000 wstrząsów rocznie, co daje niecałe 55 trzęsień dziennie. Spokojnie, większość jest nawet niezauważalna. To te nieliczne, konkretne wstrząsy są problemem.

Już sama, Bali, kojarzy się egzotycznie

 

W te wakacje wyobrażam sobie bogatą roślinność tropikalną, wulkany, Balijczyków słynących z szerokich uśmiechów, tarasy ryżowe oraz całe mnóstwo świeżych owoców. Jak mówią ludziom, że lecimy na Bali to wszyscy reagują w ten sam sposób. Wydobywają z siebie przeciągły jęk brzmiący jak ohhhhh…

Tak samo zareagował nawet mój szef, który nie należy do wylewnych i emocjonalnych. Zaskoczona, mówię więc wtedy – This is exactly why I have extremely high expectations towards Bali. All because how people react. A on na to – You know, don’t go like this. I to jest bardzo dobra rada, którą postaram się wprowadzić w życie. Lepiej pojechać nastawionym neutralnie, a na miejscu być mile zaskoczonym, niż mieć wygórowane wyobrażenia, które skończą się zawodem. Druga grupa ludzi mówi coś w tylu „Bali…Bali? A gdzie to właściwie jest?”.

 

 

Kiedy największą wygodą jest wolność

 

Nie podróżowałam z biurem podróży od objazdu przez Chorwację w 2013 roku. Nie to, żeby z wyjazdami zorganizowanymi było coś złego, absolutnie. Rozumiem dlaczego ludzie decydują się na wygodną opcję. Dla mnie jednak nic nie jest tak wygodne, jak wolność.

Samodzielne wyjazdy zawsze organizuję w podobny sposób:

  • kupuję bilety lotnicze i sprawdzam wymogi wizowe; wszystkie szczepienia mamy aktualne,
  • czytam ciekawostki o kraju i oglądam zdjęcia,
  • zapisuję sobie miejsca, które wpadły mi w oko, dzięki którym tworzę szkielet objazdu,
  • dookoła miejsc, które chcę zobaczyć szukam hoteli/hosteli/moteli (wszystko w zależności dokąd lecimy i jakie są opcje na miejscu),
  • kończy się zazwyczaj tak samo – lecę, a na miejscu wszystko jest zupełnie odwrotnie niż to sobie wyobrażałam 🙂 Co zazwyczaj jest zaletą, bo dla mnie o to chodzi w podróżach, żeby właśnie wyjść ze strefy komfortu, którą się otoczyłam w domu.

Szukając hoteli na Bali

 

w kwietniu tego roku byłam pod ogromnym wrażeniem. Różnorodność, wysoka jakość i niskie ceny, którą oferuje Bali mogą być receptą na udane wakacje. Jedyne czego się obawiam to oblężenia, dlatego kierowałam się mniej turystycznymi punktami. Zarezerwowałam dla nas łącznie dwa hotele i dwa resorty. Poskaczemy sobie z miejsca na miejsce, żeby zobaczyć możliwie jak najwięcej.

Sanur

 

Po dotarciu na lotnisko w Denpasar pojedziemy na początek do dzielnicy Sanur, skąd jest rzut kamieniem do przystani promowej. Ten nocleg wybrałam głównie dla wypasionego, przestronnego pokoju z tarasem widokowym na zatokę i wygody dnia następnego. Będziemy mieli trzy kroki, żeby złapać łódkę do Gili Trawangan. Wyobraziłam sobie nas siedzących na tym tarasie z koktajlem, patrzących na pierwszy zachód słońca na Bali!

 

Gili Trawangan

 

Następnego ranka po 1,5 godzinie spędzonej w łódce powinniśmy wylądować na wysepce Gili Trawangan. Piszę „powinniśmy”, bo zbyt wiele razy połączenia w czasie wyjazdów były odwoływane, lub problematyczne, żeby brać je za pewnik. Wybierając hotel kierowałam się odległością od promu, dostępem do morza, basenem, ogólną oceną. Widzicie poniżej ten taras z bajecznym widokiem w hotelu, który wybrałam? Codziennie rano, na jednym z tych stołków będę siedziała z kubkiem kawy nie mogąc uwierzyć w swoje szczęście.

Gili Trawangan jest podobno spokojniejszą wersją Bali, czyli taką sprzed boomu turystycznego. Na miejscu w ciągu kilku dni objedziemy ją rowerami i jeśli będzie ochota wybierzemy się na island hopping.

 

Ubud

 

Po kilku dniach wracamy na główną wyspę, żeby zasmakować trochę luksusu. Wybrałam dwa resorty w dzielnicy Ubud, które są oddalone od siebie o kilkanaście kilometrów. Na miejscu najprawdopodobniej wynajmiemy skuter i udamy się na północ, żeby pozwiedzać okoliczne góry, pola ryżowe i lasy deszczowe.

Zaczynamy od 180 metrowej willi z prywatnym basenem. Nigdy nie byłam w takim miejscu, ale kiedy zobaczyłam jak niedrogie jest Bali, pomyślałam, dlaczego by nie? Z takimi cenami wcale mnie nie dziwi, że cała Australia i Nowa Zelandia urządziły sobie z Bali plac zabaw. Jedyne co mnie dziwi, to, że ja się o tym dowiedziałam tak późno!

 

Taki jest przynajmniej mój plan, a jak wyjdzie w rzeczywistości? To się okaże! Rezerwowałam cały pobyt na Bali między kwietniem a czerwcem tego roku. Nie mówię, że to jest specjalnie trudne, ale jedna trzeba się zastanowić czego się chce i wszystko zaplanować. Trochę poczytać i logistycznie ogarnąć dojazdy z punktu A do B, C i tak dalej. Mój mąż to ma sielskie życie. Patrzy ostatnio na datę i mówi „Ooo, niedługo wyjeżdżamy. A co my właściwie robimy na Bali?”