Bali resort hopping, czyli skakanie po resortach w raju

 

Na skromnej wielkości Bali jest ponad 7 tysięcy hoteli, resortów i wszelkiej maści zakwaterowań na każdą kieszeń. Jest taki wybór, że idzie dostać zawrotu głowy! Wybranie kilku z nich na nasz pobyt było dla mnie jak chybił trafił. Szczególnie, że leciałam tam pierwszy raz i nie wiedziałam czego się spodziewać.

Ostatecznie, będąc na Bali oraz Wyspie Lombok zatrzymaliśmy się w kilku miejscach, spędzając po kilka nocy w czterech różnych resortach. Czterech różnych, z których opiszę trzy, a polecę jeden. „Bali Resort hopping” to był zupełnie inny rodzaj wakacji, niż znałam do tej pory!

Natya Hotel, Lombok

 

Położenie – Gili Trawangan należąca do Lombok, Małe Wyspy Sundajskie Zachodnie. Objechanie jej rowerem zajęło nam godzinę. Kupując bilet na prom w Serangan, portowej dzielnicy Bali położonej kilkanaśnie kilometrów od lotniska w Denpasar dostaliśmy informację, że dojazd zajmie 2 godziny. Ostatetnie spędziliśmy na łodzi cztery (do Azji jednak trzeba mieć cierpliwość).

Plusy – pomocna i miła obsługa. Przyjemny basen. Bardzo dobre jedzenie i świeże soki. Powitalny drink i mokry ręcznik na odświeżenie przy zameldowaniu. Piękny taras śniadaniowy z widokiem na okoliczne wysepki. Lokalizacja w samym centrum tuż obok marketu, który po zachodnie słońca zamienia się dziesiątki ulicznych garkuchni. 

Minusy – głośna muzyka do późnych godzin nocnych w piątki i soboty.

 

Anulekha Resort & Villa, Bali

 

Położenie – 12 kilometrów od centrum Ubud, do którego można wyskoczyć w każdej chwili, jako, że w cenie zakwaterowania wliczony jest transport. Korzystaliśmy z tej usługi kilka razy, w zaleśności od dyspozycyjności jest to albo „resortowy” kierowca, albo bezpłatna taksówka.

Wynajęliśmy 2-piętrowy apartament o powierzchni 180 m² z prywatnym basenem. Kompleks składał się z:

  • 3 sypialni (z których korzystaliśmy z jednej, „master bedroom”, z wyjściem na basen),
  • 4 łazienek (korzystaliśmy z dwóch),
  • pomieszczenia do masażu,
  • kuchni, salonu, jadalni, patio,
  • miłych dodatków – powitalny drink, trzy rodzaje codziennie innych świeżych lokalnych ciast,
  • kosza owoców

To właśnie tam była możliwość wykupienia „floating breakfast”, dryfującego śniadania. Ogólnie śniadanie było w cenie, gdybyśmy chcieli je zjeść w holelowej restauracji. Za przyniesienie i aranżację w naszym basenie zapłaciliśmy ekstra 15$.

Plusy – brak minusów. Ogromnie polecam! Basem w nocy był podświetlany i za każdym razem wracając z łazienki zatrzymywałam się na chwilę, żeby nacieszyć oko naszą piękną willą! 

 

 

Puri Sunia, Ubud

 

Położenie – odalony od Resortu Alenukha o 11 kilometrów. Cena również zawierała transport, więc dojazdy do miasteczka nie były żadnym problemem. Na Bali w ogóle nic nie stanowi problemu.

Plusy – powitalny drink z kwiatów hibiskusa i cynamonu. Przy zameldowaniu ozdobili nas kwiatami; ze mną poszło gładko, tylko śmiać mi się chciało jak próbowali udekorować plumerią głowę mojego męża 🙂

Co jeszcze? Popołudniowa kawa & herbata i lokalne przekąski. Dwa baseny, szczególnie podobał nam się ten jeden mniej uczęszczany. Darmowe zajęcia jogi i trekking przez tarasy ryżowe z przewodniczką raz w tygodniu. Poszliśmy na jedno i drugie i wróciliśmy bardzo zadowoleni. Od teraz, dzięki Bali, dwa razy w tygodniu ćwiczę jogę!

Minusy – krótko i na temat – nie był to Resort Anulekha. Żadne inne miejsce na Bali nie zrobiło na nas takiego wrażenia i od tamtej pory meldując się w kolejnych resortach tęskniliśmy za tamtym!