Brunei – największa niespodzianka wypadu na Borneo

 

Dawno nie byłam w tak przygnębiającym miejscu jak Borneo. Kto by pomyślał? Lecąc do Chin nie spodziewałam się fajerwerków, ale na Borneo? Dostawałam tyle wiadomości od ludzi, którzy zazdrościli mi tego wyjazdu. Pisali o egzotyce, wspaniałych krajobrazach, które widzieli na National Geographic, bujnych lasach deszczowych Borneo, które znają tylko z książek i telewizji.

Jeszcze miesiąc temu opowiadałam wszystkim, którzy chcieli słuchać, że lecę na Borneo dla fauny i flory właśnie. Nie wiedziałam tylko, że spóźniłam się o jakąś dekadę, bo bardzo niewiele już jej zostało.

Nie chciałabym

 

Wam dzisiaj spieprzyć dnia przez mój nasiąknięty pesymizmem tekst o destrukcji, wymieraniu gatunków i wysypisku śmieci, w które powoli zamienia się nasza planeta. Dlatego skupie się na Brunei, które okazało się największą niespodzianką tego wyjazdu. Zaraz po spotkaniu z moją mamą oczywiście! Minęło 10 miesięcy od kiedy pożegnałyśmy się w Manili, stolicy Filipin. Tym razem umówiłyśmy się w znanym nam już hoteliku w Kuala Lumpur, do którego wpadłam spóźniona o dwie godziny.

Mówię młodemu chłopakowi na recepcji, że moja mama powinna już tu być, a on pcha mnie z wielkim uśmiechem w stronę pokoju numer 5. Podchodzimy pod drzwi, a on zaczyna pukać, histerycznie wykrzykując BO-GU-SZA!!! (Bogumiła było dla niego nie do wymówienia, więc mama zasugerowała, żeby wołał na nią Bogusia). Wtedy już wiedziałam, że jestem w domu.

Dwa dni później poleciałyśmy na Borneo

 

do Bandar Seri Begawan, stolicy Brunei, która okazała się dla nas obu 46-stym odwiedzonym krajem. Czasami ciężko określić, czy podobieństwo ze swoim rodzicem jest nadal śmieszne, czy już przerażające 🙂 Po dwóch godzinach lotu liniami Royal Brunei wylądowałyśmy na Borneo, największej wyspie Archipelagu Malajskiego, której powierzchnia jest dwukrotnie większa, niż powierzchnia Polski.

Północna część Borneo ze stanami Sarawak i Sabah należą do Malezji, 5 tysięcy km² zajmuje Brunei. Reszta wyspy, której nie widziałam, należy do Indonezji. Może tam są te słynne bujne lasy równikowe i bogata fauna, po którą pojechałam?

Brunei

 

było moją pierwszą stycznością z Borneo w życiu. Niewielkie, gorące i bardzo czyste państewko z niezwykle uprzejmymi ludźmi. Wsiadłyśmy na lotnisku w autobus miejski i za 1 dolar brunejski od osoby pojechałyśmy w nieznane. Nasz hotelik znajdował się 20 minut piechotą od Meczetu Sultan Omar Ali Saifuddin, który zrobił na mnie ogromne wrażenie. Budowla wznosi się na 52 metry, jest widoczna z większości miejsc w mieście, a główne kopuły są pokryte czystym złotem. Meczet przepięknie mieni się o każdej porze dnia i nocy. Jedyna pocztówka jaką przywiozłam z Borneo przedstawia właśnie Meczet Sultan Omar Ali Saifuddin na tle zachodzącego słońca.

 

 

Wszyscy byli dla nas ekstremalnie

 

mili i pomocni. Zagadywali skąd i na jak długo przyjechałyśmy. Cieszyli się, gdy mówiłyśmy jak nam się tu podoba. Dwa razy nawet podjechałyśmy z kimś „na stopa”. (Próbowałyśmy spacerować, ale trochę ciężko jest chodzić po kraju bez chodników oraz bez potrzeby ich posiadania, skoro każdy lokalny ma samochód).

80% Brunei stanowią lasy deszczowe, z których 60% pozostaje nietknięte działalnością człowieka. Gdybym dzisiaj leciała na Borneo, skupiłabym się na zwiedzaniu fauny i flory Brunei właśnie.

Kampong Ayer

 

Następnego dnia spacerując przed południem po Kampong Ayer, wiosce wybudowanej w całości na rzece, zagadałam młodego chłopaka o transport łodzią. Był bezlitosny upał. Nie miałyśmy przy sobie nawet butelki wody. W Kampong Ayer mieszka 13 tysięcy ludzi i zaczynałyśmy się powoli gubić w jej korytarzach.

 

 

Chłopak obudził ojca swojego kolegi, który takową łódź posiada. Po krótkiej dyskusji zaproponowali nam spływ rzeką Sungai Brunei w cenie 30 dolarów brunejskich. Kiedy nasz przyszły przewodnik jadł śniadanie i próbował się rozbudzić, młody chłopak dotrzymał nam towarzystwa pokazując w wiaderku kraba którego zdążył już złowić.

Miał wiele standardowych pytań do nas o to jak wygląda kraj w którym mieszkamy oraz czy jest podobny do Brunei. Najbardziej mnie zaskoczył pytając How is the technology in Europe like? Is it much better than here? Jaką macie technologię w Europie? Czy jest dużo lepsza niż u nas? Zbędny kompleks, jak na mieszkańca kraju, w którym prawie każdy jeździ wypasioną furą z IPhonem w kieszeni, obok którego mój telefon się chowa 🙂