Co przyniesie rok 2020?

 

Wygląda na to, że przyszły rok będzie kolejnym, kiedy skupimy się na kolekcjonowaniu wspomnień, zamiast rzeczy. Jeśli ktoś z Was jeszcze tego nie wie, to żyjemy minimalistycznie do granic możliwości. Jedynym wyjątkiem są podróże. Jak dotąd mam tylko zarys planów i bilety lotnicze do maja włącznie. Co przyniesie rok 2020?

Styczeń

 

W przerwie świąteczno-noworocznej lecimy do Invercargill, by spędzić tydzień na  Stewart Island. Tydzień bez laptopa, Internetu i cywilizacji. Mamy nadzieję na imponującą Drogę Mleczną i jedyne towarzystwo w postaci ptaszków Kiwi – ikony Nowej Zelandii.

Później kolejny tydzień spędzamy w Nelson, by zobaczyć, czy Region Abel Tasman jest faktycznie taki cudny jak go zdjęcia malują Celowo nie wrzucę żadnego zdjęcia teraz, będziecie musieli poczekać na mój powrót!

 

Luty

 

W lutym nic mnie nie interesuje poza powitaniem Eltona Johna w Auckland. Po obejrzeniu „Rocketman” pół roku temu, kupiliśmy bilety na jego koncert, które trzymam w szufladzie i często na nie patrzę uśmiechając się szeroko. Będzie to zapowiedziana ostatnia, pożegnalna trasa koncertowa zwieńczająca karierę Eltona Johna. Chyba faktycznie jesteśmy w czepku urodzeni. Udało nam się dostać bilety na ostatni z trzech koncertów w Auckland.

 

Marzec

 

Zrobiliśmy niespodziankę naszym mamom z okazji 60-tych urodzin wysyłając im kilka miesięcy temu bilety lotnicze na Malediwy. Dolecimy do nich w marcu, żeby pocieszyć się jedyną rzeczą, której zawsze jest za mało – czasem.

Spędzimy wspólne wczasy na 4 wysepkach, między innymi na Gulhi, a od huśtawki ze zdjęcia będzie nas dzieliło 100 metrów!

 

Kwiecień

 

W kwietniu wypływamy w 10-dniowy rejs, ponieważ mój mąż nigdy na żadnym nie był, a twierdzi, że zawsze chciał. Startujemy w Auckland. Płyniemy do Nowej Kaledonii przez Vanuatu i australijską Wyspę Norfolk, która od niedawna walczy o uzyskanie niepodległości.

 

 

Maj

 

W maju, już sama, jak za starych dobrych czasów podróży w pojedynkę, zwiedzę Nową Kaledonię. Już kilka lat temu pisałam tu o wyspie z moich marzeń i snów – Island of Pines. W końcu przyjdzie mi ją zobaczyć. Jest niewielka i moim zdaniem niezwykle piękna. A przynajmniej taka wydaje się na zdjęciach. Położona 45-minutowym lotem od Numea, stolicy Nowej Kaledonii ze zdjęcia poniżej, w której spędzę pierwsze dwie noce.

 

Co jeszcze przyniesie rok 2020? Nie wiem. Na chwilę obecną mąż zabronił mi planować 🙂