Archiwum kategorii: Antypody

Święta Wyspa Nowej Zelandii – Motutapu

 

Motutapu Island

 

W języku Maorysów „motutapu” oznacza „sacred” – „święty”. Bezpośredni prom na Motutapu Island płynie zaledwie dziesięć razy do roku…ale to nie znaczy, że nie można się tam dostać częściej.

Wyspa Motutapu jest połączona wąskim przesmykiem z Rangitoto – największym i najmłodszym (około 600 letnim) wulkanem w okolicy Auckland, na który promy odpływają regularnie…

 

 

Czytaj dalej Święta Wyspa Nowej Zelandii – Motutapu

Dlaczego nie mogę zapomnieć o Melbourne

 

Nietuzinkowe, wspaniałe, bogate i przyszłościowe. Według rankingów jedno z najlepszych miejsc na świecie do życia, co roku wygrywające konkurs na najbardziej tętniące życiem miasto świata. „Przyjazne”, nazywane miastem „dla ludzi”.

Dla mnie początkowo było chłodne mimo początku lata,  ładne, zadbane i nowoczesne, nic więcej. Trochę mi zajęło, żeby ulice przestały się wydawać tylko zatłoczonymi, przepełnionymi obcymi, zawsze zabieganymi ludźmi. Zgiełk, chaos, smród, wieczny pośpiech i kilkumilionowy tłum.

Czytaj dalej Dlaczego nie mogę zapomnieć o Melbourne

W poszukiwaniu diabła Tasmańskiego

 

Trudy podróży?

 

Prom z Melbourne na Tasmanię całkowicie mnie wykończył. Nie wiem kiedy to się stało, że nagle 12-godzinna wyprawa zrobiła się dla mnie wyzwaniem. Serio, człowiek powinien się zatrzymać na wieku 25 lat i nie starzeć się już dalej, bo kiedyś skwitowałabym to krótko – „trudy podróży”, albo w ogóle nie zauważyłabym takiej trasy.

Gdyby ktoś pięć lat temu powiedział mi, że przypłynę tu, wynajmę samochód i objadę wyspę dookoła to bym nie uwierzyła.  A teraz, jak gdyby nigdy nic po prostu tu jestem… Australia wydawała  mi się szczytem marzeń i destynacją tak odległą, że aż niemożliwą do zrealizowania.  Egzotyczny, bardzo zróżnicowany i bardzo odległy kraj wielkości Stanów Zjednoczonych. Co do jednego miałam rację – ten kraj nadal jest dla mnie szczytem marzeń i za każdym razem jak go opuszczam nie mogę się doczekać, żeby wrócić.

 

Czytaj dalej W poszukiwaniu diabła Tasmańskiego

Jak na wakacje, to tylko do Australii…

 

Food tourism

 

Bylibyście w stanie przemierzyć kawałek świata tylko po co, żeby coś zjeść? Nie „coś”, ale ten konkretny posiłek, o którym od lat nie możecie zapomnieć. Jakiś smak, który wywarł na Was takie wrażenie, że podświadomie dążycie, żeby go jeszcze kiedyś spróbować i postawicie na swoim, bo nie wyobrażacie sobie być w danym miejscu i tego nie zrobić. Na tym polega „food tourism”. Długo się zastanawiałam jak to dobrze przetłumaczyć i na razie wpadłam na „turystyka nastawiona na doznania kulinarne”.

Czytaj dalej Jak na wakacje, to tylko do Australii…