Archiwum kategorii: Podróże marzeń

W poszukiwaniu ptaszków Kiwi

 

Trzeci rok w Nowej Zelandii, a jedyne ptaszki Kiwi jakie widzieliśmy, to te w Zoo. I to ledwo. Kiwi prowadzą nocny tryb życia, co znaczy, że one są najbardziej aktywne, kiedy ja jestem najmniej. Weszliśmy do zaciemnionego pomieszczenia w Auckland Zoo, stanęliśmy przy szybie wpatrując się w krzaki, w których podobno żyją Kiwi, a tam nic. Widzisz coś? Widzisz jakieś ptaszki? Nagle zrobiło się zamieszanie i my również poddaliśmy się fali ekscytacji tłumu, bo przed oczami przebiegł nam ptaszek. To by było na tyle, całe doświadczenie z ikoną Nowej Zelandii potrwało może trzy sekundy, po czym poszliśmy dalej. Mieszkamy tu, pewnie zobaczymy je jeszcze nie raz. Ha ha ha, czyżby?

Czytaj dalej W poszukiwaniu ptaszków Kiwi

Witamy na Fidżi

 

Przed zezwoleniem na wejście do samolotu padł komunikat – z powodu braku miejsc Air New Zealand szuka czterech ochotników, którzy zgodziliby się na lot na Fidżi o dzień później. Każda osoba dostanie zakwaterowanie i 350$ rekompensaty, a to więcej niż zapłaciłam za ten lot.

Od wyjazdu z Polski przez ostatnie cztery lata dość radykalnie zmieniło się moje podejście do pieniędzy. Pieniądze same w sobie, jako papier, nie mają żadnej wartości. Nabierają jej jednak, gdy wymieniamy je na inne dobro, a tamtego dnia miałam właśnie dostać to dobro. Część się z tym zgodzi, a część nie, wiem o tym.

Zawsze mogę zarobić 350$, a nie zawsze mogę polecieć na Fidżi. Nie przyjęłam oferty.

Czytaj dalej Witamy na Fidżi

Jeden dzień, dwa wschody słońca

Ostatnie 24 godziny przed wyjazdem to chaos. Co jeszcze zabrać? O czym zapomniałam tym razem – prawo jazdy, buty, mózg? Spakowałam nas wieczór wcześniej, tak żeby rano już tylko wypić kawę i móc ruszać. Wstaliśmy z cieplutkiego łóżka i wyszliśmy na czarną noc.

Dzisiaj spełniłam namiastkę marzenia, żeby przeżyć coś podwójnie, na przykład, żeby spędzić Sylwestra na Antypodach, a później wsiąść w samolot i spędzić go gdzieś ponownie – mogą być Hawaje, bo to najbliżej Nowej Zelandii. Różnica czasu wynosi 22 godziny, a lot zająłby zaledwie 15 godzin, więc byłby jeszcze mały zapas. Brzmi jak dobra zabawa, ale odłożyłam ten plan na za kilka lat – bezwizowy wjazd do USA z paszportem nowozelandzkim brzmi jeszcze lepiej, poza tym na dzień dzisiejszy mój mąż zablokował tę imprezę mówiąc, że jego noga nie postanie w USA dopóki króluje tam Trump. Czytaj dalej Jeden dzień, dwa wschody słońca

Welcome to Great Barrier Reef, przywitano nas serdecznie

 

Nie wolno pływać ponieważ ten teren jest zamieszkiwany przez krokodyle różańcowe, ich atak może spowodować poważne uszkodzenia ciała lub śmierć – znaki były w  kilku językach. W razie gdyby ktoś nie mówił żadnym z nich dorzucili kilka obrazków krokodyli wraz z tłumaczeniem dlaczego te zwierzęta są niebezpieczne. Różnie bywa, może ktoś o tym nie wie? Od tamtego momentu nie postawiłam nogi na piasku.

Dojechaliśmy do Arlie Beach, serca Wielkiej Rafy Koralowej i było mi bardzo przykro, bo od teraz mieliśmy już tylko zawracać. Zanim jednak to miało nastąpić chcieliśmy się trochę zabawić.

Trzeba też coś mieć z tego życia.

Czytaj dalej Welcome to Great Barrier Reef, przywitano nas serdecznie