Archiwum kategorii: Podróże

Najlepsza i najgorsza rada jaką w życiu dostałam

 

Na nowozelandzką Wyspę Motuihe przypłynęłam oficjalnie po to, żeby ćwiczyć kondycję fizyczną przez trekkingiem po Himalajach, który robimy w przyszłym miesiącu, a mniej oficjalnie również dlatego, żeby uciec przed Auckland. Półtora milionowe miasto to czasem o półtora miliona ludzi za dużo. W czasie rejsu zatrzymaliśmy się na chwilę w jednej z zatok w Devonport, gdzie rybacy karmili płaszczki. Nie było nawet 9 rano, a płaszczki pływały tuż pode mną, śmiała mi się gęba. Mieszkam w raju!!! Ty lepiej daj sobie już spokój z tymi wycieczkami i zajmij się prawdziwym życiem, usłyszałam kilka lat temu jeszcze będąc w Polsce, co do tej pory jest oficjalnie najgorszą radą jaką kiedykolwiek dostałam, całe szczęście obyło się bez tłumaczenia jak to prawdziwe życie powinno wyglądać! Przecież nic nie daje takiego kopa endorfin mojemu organizmowi jak zwiedzanie świata, mogę wrócić do głośnego, zatłoczonego Auckland cudownie zmęczona, choć na chwilę nasycona widokami, szczęśliwa, że mam szansę mieszkać w Nowej Zelandii.

Czytaj dalej Najlepsza i najgorsza rada jaką w życiu dostałam

Dziękuję, że jesteś

 

Kilka dni wolnego z rzędu nie zdarzają nam się w tym roku zbyt często, także w Wielkanoc postanowiłam zrobić mężowi niespodziankę – weekend na Wyspie Tiritiri Matangi. Wiedział, że coś robimy, gdzieś jedziemy, nie znał tylko szczegółów. Spakowałam plecaki, zabrałam kocyk, przygotowałam piknik ze wszystkim co lubi on i ja, bo oczywiście to nigdy nie jest to samo, sprawdziłam trzysta razy pogodę, aż wreszcie z samego rana pojechaliśmy na przystań i dałam mu bilety na prom. Myślą przewodnią w prowadzeniu tej strony było brak narzekania, także powiem tylko, że przez egzaminy państwowe z terminem na listopad, 2018 rok nie jest dla nas najłatwiejszy i widujemy się z mężem tak niewiele, że niedługo będę musiała sobie wydrukować jego zdjęcie w 3D, żeby nie zapomnieć jak wygląda.

Czytaj dalej Dziękuję, że jesteś

Wiadomo, że na mamę zawsze można liczyć!

 

Spotkałam się z mamą na lotnisku w Changi po 28 miesiącach rozłąki kontynuując rozmowę jakby minęło 20 minut. Nie rozumiałam czemu płakała na mój widok. 

Wsiadłyśmy w metro i ruszyłyśmy na podbój miasta – państwa, Singapuru, który jak dotąd znałam tylko ze zdjęć. Nie zrobił na nas najlepszego pierwszego wrażenia, ale czy to ważne, skoro byłyśmy znowu razem mogąc rozmawiać twarzą w twarz, kiedy na co dzień jesteśmy oddzielone Oceanem Indyjskim i kiepskim nowozelandzkim internetem? W trzy tygodnie przejechałyśmy trzy kraje – Singapur, Malezję i Indonezję ciesząc się na widok każdej nowej pieczątki w paszporcie, próbując przy okazji nadrobić stracony czas.

Czytaj dalej Wiadomo, że na mamę zawsze można liczyć!

Mały, wielki świat

 

Patrzę na mapę i łapię się za głowę, kiedy ja zdążę zobaczyć te wszystkie miejsca? Zwiedzam, zwiedzam i końca nie widać, im więcej widzę tym więcej chcę zobaczyć. Od Great Barrier Island dzielą nas 3 godziny promem, jest to czwarta największa wyspa Nowej Zelandii położona na Oceanie Spokojnym. Setki hektarów lasów, a w nich możliwość kąpieli w naturalnie gorących źródłach (co jest dość często spotykane w tym kraju). Wyspa to prawdziwe odludzie z populacją zaledwie 850 osób, co oznacza, że musieliśmy tam popłynąć.

Czytaj dalej Mały, wielki świat