Archiwum kategorii: Pustynia Gobi

Będziemy całować chińską ziemię?

 

Najgorsza rzecz jaką pamiętam z Mongolii to obowiązek samodzielnego ogrzewania jurt gównem. Czasami zbieraliśmy suche placki sami, bo i tak nie było zbyt wiele do roboty, a czasami przynosiła je nam Pani Gospodarz w kartonie. Kto ma ochotę wybrać się kiedyś ze mną na wakacje? 

Wiele osób robi „listy marzeń” (bucket lists) wypisując konkretne rzeczy które chcieliby zrobić i odhaczając poszczególne pozycje po ich spełnieniu. 

Zobaczyć zachód słońca nad Angkor Wat w Kambodży”.

„Zapalić jointa na Jamajce”.

„Podziwiać dzikie zwierzęta na safari w Afryce”.

„Wejść na jedną z wydm na Pustyni Gobi w Mongolii”.

„Spróbować mięsa kangura w Australii” i tak dalej.

Brzmią pięknie i dla mnie były jeszcze piękniejsze, bo wydarzyły się w moim życiu bez zabierania im duszy i magii spontaniczności poprzez zapisywanie ich na kartce papieru lata wcześniej. Poza tym często najlepsze rzeczy wychodzą bez planowania, np. jadąc do Mongolii nawet nie wiedziałam, że będę miała okazję łazić po wydmach Pustyni Gobi! Czytaj dalej Będziemy całować chińską ziemię?

Śmierdzisz jak wielbłąd

 

Po powrocie z Mongolii natrafiłam na film historyczny. Pewien Chińczyk planując najazd na wroga trzyma prowizoryczną mapę, a drugi pokazując na ich północnego sąsiada pyta „What is this?” (co to jest?). Tamten odpowiada „a big nothing where only Mongols can live” (wielkie nic, w którym tylko Mongołowie mogą żyć).

W życiu nie słyszałam jednego zdania trafniej opisującego Mongolię.

Czytaj dalej Śmierdzisz jak wielbłąd

Gwieździste niebo na pustyni Gobi

 

Po 48 godzinach jazdy pociągiem z ciepłego Pekinu wyszłam na peron w Ułan Bator, nazywany najzimniejszą stolicą świata. Było -9 stopni, ja ubrana w przewiewne bawełniane spodenki do kolan. Poowijałam się zdobycznymi szmatami (kocyk z samolotu, jakaś chusta, pożyczone ciuchy), plus cała zawartość mojego plecaka, bo szron na szybie w przedziale nie zapowiadał nic optymistycznego.

Czytaj dalej Gwieździste niebo na pustyni Gobi