Archiwum kategorii: Świat

Od kiedy podróżowanie w pojedynkę to powód do wstydu?

 

Czytam tekst opisujący między innymi współczucie i mieszane uczucia wobec kobiety jedzącej obiad bez towarzystwa i zadaję sobie pytanie – to o mnie też tak ludzie myślą? Od kiedy jedzenie, cieszenie się życiem albo podróżowanie w pojedynkę to powód do wstydu?

On a recent trip to northern Italy, I was sitting at dinner with a few girlfriends. The restaurant was mostly filled with tables for two (honeymooners, babymooners, newlyweds, you get the picture), but a few tables to the right of us, there was a woman dining solo. She was enjoying a glass of red wine and feasting on pasta, and reading a rather lengthy book. „Awwww,” said one of my dining companions, with an expression of sadness on her face. „She’s alone!” (W czasie ostatniego pobytu w północnych Włoszech siedziałam z koleżankami w restauracji wypełnionej nowożeńcami, parami, rodzicami z dziećmi – możesz sobie wyobrazić. Kilka stolików obok siedziała samotna kobieta. Delektowała się winem, makaronem i książką. „Awwww,” powiedziała moja koleżanka ze smutnym wyrazem twarzy. Ona jest sama!)

Czytaj dalej Od kiedy podróżowanie w pojedynkę to powód do wstydu?

Zróżnicowane i kosmopolityczne – czyżby chodziło o Sydney?

 

Sydney & Melbourne

 

Sydney nazywane jest ikoną (nie mylić ze stolicą!) Australii, tak przynajmniej przeczytacie w każdym przewodniku. Jak jest w rzeczywistości? Dla mnie Sydney to zażarty wróg Melbourne, bo miasta te od lat konkurują ze sobą we wszystkim. W Sydney zawsze jest jakaś impreza, a przynajmniej za każdym razem była, kiedy odwiedzaliśmy to miasto.  Sydney przyciąga pieniądze, ale również ich wymaga, także najlepiej przyjedź z otwartym umysłem, uśmiechem i portfelem wypchanym gotówką.

Czytaj dalej Zróżnicowane i kosmopolityczne – czyżby chodziło o Sydney?

Australia – jeden dzień, dwa wschody słońca

Ostatnie 24 godziny przed wyjazdem do Australii to chaos

 

Co jeszcze zabrać? O czym zapomniałam tym razem – prawo jazdy, buty, mózg? Spakowałam nas wieczór wcześniej, tak żeby rano już tylko wypić kawę i móc ruszać. Wstaliśmy z cieplutkiego łóżka i wyszliśmy na czarną noc.

Dzisiaj spełniłam namiastkę marzenia, żeby przeżyć coś podwójnie, na przykład, żeby spędzić Sylwestra na Antypodach, a później wsiąść w samolot i spędzić go gdzieś ponownie – mogą być Hawaje, bo to najbliżej Nowej Zelandii. Różnica czasu wynosi 22 godziny, a lot zająłby zaledwie 15 godzin, więc byłby jeszcze mały zapas. Brzmi jak dobra zabawa, ale odłożyłam ten plan na za kilka lat – bezwizowy wjazd do USA z paszportem nowozelandzkim brzmi jeszcze lepiej, poza tym na dzień dzisiejszy mój mąż zablokował tę imprezę mówiąc, że jego noga nie postanie w USA dopóki króluje tam Trump.

Czytaj dalej Australia – jeden dzień, dwa wschody słońca

Po pierwsze – nigdy nie idę za tłumem

 

Do Ośrodka Pandy Wielkiej w Chengdu w prowincji Sichuan słynącej z ostrych przypraw jechałam 48 godzin

 

W pociągu, który wlókł się w nieskończoność zaczęłam rozmawiać z ludźmi. Czymże jest bariera językowa po 20 godzinach monotonnej jazdy?

Kiedy Twoja zaplanowana trasa wynosi kilkanaście tysięcy kilometrów, czy to lubisz czy nie dużo czasu spędzasz przemieszczając się. Czasami, szczególnie w tak ogromnym kraju jak PRC dzień polega tylko na usadowieniu tyłka w pociągu. Po kilkunastu godzinach w przedziale, nawet Ci najbardziej nieśmiali, lub tacy jak ja niełaknący nowych znajomości w końcu i tak nawiązują kontakt.

Poznałam w ten sposób młodą Chinkę niedługo kończącą studia. Była bardzo ciekawa nas, obcokrajowców i miała mnóstwo pytań.

Czytaj dalej Po pierwsze – nigdy nie idę za tłumem