Archiwum kategorii: Z przymrużeniem oka

Scrolluj dalej, to tylko Nowa Zelandia

 

Czasami piszecie do mnie, że ten kraj to wcale nie jest taki raj na ziemi. Bo ludzie zasuwają sześć dni w tygodni, żeby uciułać na spłatę kredytu i mieć co do garnka włożyć. Bo jest ogromna liczba bezdomnych na ulicach spowodowana kryzysem mieszkaniowym z roku 2015, kiedy było więcej zapotrzebowania niż domów. Zgadzam się. Nie ma miejsca, które w stu procentach zadowoli każdego. Aotearoa, a szczególnie Auckland ma wiele wad, które widuję na co dzień i nie udaję, że problemy nie istnieją. Wolę jednak pisać o dobrych rzeczach. O tych złych możecie poczytać w gazetach.  

Spotkałam się też z opinią, że „to tylko Nowa Zelandia”, kraj dla ludzi, którzy nie mają dużych wymagań. Często mam wrażenie, że jeśli ludzie chcą być nieszczęśliwi, to tacy będą obojętnie czy wybiorą życie w Koszalinie, Pradze, Helsinkach, Auckland czy w Sydney. Zawsze znajdą powód do narzekania i wiecznego porównywania się z innymi.

Czytaj dalej Scrolluj dalej, to tylko Nowa Zelandia

Niby taki mały świat, ale na Ryana Goslinga jakoś nigdy nie wpadłam

 

Na lotnisku Hanan na Niue każdy przybysz dostaje kartkę A4 z informacjami co i jak:

  • za próbę wywozu krabów palmowych mogę pójść siedzieć,
  • jedyna kawiarnia na Niue nie jest czynna w niedzielę, bo niedziela jest dniem świętym,
  • w kraju istnieje jeden supermarket, ale kościół jest co 50 metrów (oho, myślę sobie, wybrał się bezbożnik na wakacje),
  • proszą, by w niedzielę nie paradować w strojach kąpielowych i nie kąpać się przy kościołach,
  • ogólne zasady w jaki sposób oddawać szacunek mieszkańcom

Czytaj dalej Niby taki mały świat, ale na Ryana Goslinga jakoś nigdy nie wpadłam

Zepsutym autokarem przez południowe Indie

 

Goa – Miami of India

 

Indie uczą cierpliwości. Indie nauczą cierpliwości nawet młodego, zbuntowanego człowieka jakim właśnie wtedy byłam. Bo kiedy okazuje się, że nie masz wyboru i jedyne wyjście jakie Ci pozostaje to się podporządkować, zaczynasz się zmieniać – często na lepsze.

Kiedy wylądowałam w Indiach niezbyt wiele wiedziałam o podróżowaniu. Po trzech tygodniach koczowniczego pobytu, spania na podłodze pod moskitierą, pokonanych trzech tysiącach kilometrów i tułania się z plecakiem od hostelu do hostelu wiedziałam już trochę więcej.

Ostatni tydzień z miesiąca w Indiach miałam spędzić na rajskim Goa, nazywanym „Miami of India” 🙂 Dlaczego miałabym sobie nie dogodzić nieskończenie długą plażą, świeżym jedzeniem i zawsze soczystymi owocami?

Czytaj dalej Zepsutym autokarem przez południowe Indie