Archiwum kategorii: Z przymrużeniem oka

5 zalet wstawania przed 5 rano

 

1. Dzień jest dłuuugi jeśli zaczyna się go kiedy jeszcze jest ciemno, a co za tym idzie jest czas na załatwienie wszystkich najważniejszych rzeczy – kawa, śniadanie, drugie śniadanie, lunch, deser, kawa, obiad, podwieczorek, kolacja i deser.

(Mija szósty rok, Andrzej dopiero niedawno przestał pytać „Gdzie Ty to wszystko mieścisz?”)

Czytaj dalej 5 zalet wstawania przed 5 rano

Dobry i zły glina, wersja wakacyjna

 

Na Vanuatu przylecieliśmy dzień przed Sylwestrem. Ponieważ koniec grudnia i pierwszy tydzień stycznia to szczyt sezonu turystycznego dla Australii i Nowej Zelandii, cały wyjazd ze wszystkimi 6 noclegami w różnych hotelach dookoła Wyspy Efate włącznie lotem wewnętrznym na Wyspę Tanna zaplanowałam pół roku wcześniej. Dwa miesiące później sprawdzałam z ciekawości dostępność pokoi w Port Vila w naszym terminie i 80% hoteli była już zajęta.

Czytaj dalej Dobry i zły glina, wersja wakacyjna

Która jest godzina? It’s travel o’clock!

 

Zajęło mi trzy dni, żeby się przyzwyczaić, że dzień to noc, a noc to dzień. Moja mama funkcjonowała na czasie polskim, w telefonie lecąc przez Heathrow w Londynie ustawił jej się czas brytyjski i kiedy się spotkałyśmy w Singapurze cała sytuacja była zbyt śmieszna żeby przestawić telefony na czas lokalny, bo z natury nie chodzimy na łatwiznę. Ja żyję czasem nowozelandzkim, a największe jaja zaczynały się jak ustawiając budzik próbowałyśmy ustalić która jest godzina. Skoro w Londynie jest 10 rano, w Polsce musi być 9 rano, czyli w Nowej Zelandii jest 20 wieczorem, bo przeszliśmy niedawno na czas letni, a Polska jeszcze wtedy nie operowała na czasie zimowym. (Chyba aż tak bardzo mi nie zależy, żeby wiedzieć która jest godzina, mówię w końcu, bo zajmowało to tak długo, że godzina dawno zdążyła się zmienić. Poza tym dla mnie godzina jest zawsze taka sama – it’s travel o’clock.)

Czytaj dalej Która jest godzina? It’s travel o’clock!

6 lat razem, a nadal nie opanowaliśmy sztuki chodzenia na kompromisy

 

Nasz weekend na rajskiej Wyspie Rotoroa skończył się tak, że dzień przed wyjazdem zadzwoniła do mnie Pani zatrudniona w transporcie portowym z informacją, że wszystkie statki są odwołane. Widziałam w prognozie pogody, że ma padać deszcz, mówię jej, ale żeby tak od razu wszystko odwoływać? To nie tylko deszcz jak się okazało. W Meksyku odnotowano trzęsienie ziemi o natężeniu 8,2 i fala tsunami szła w naszą stronę.

Czekam od maja aż przestanie padać, wybrałam drugi weekend wiosny w nadziei na poprawę pogody a i tak okazało się, że zaplanowałam cały wyjazd w najgorszym możliwym momencie. (Co ma wisieć nie utonie, ruszamy na Rotoroa Island w ten weekend!)

Czytaj dalej 6 lat razem, a nadal nie opanowaliśmy sztuki chodzenia na kompromisy