Rozpoznasz ten owoc?

 

Nie jest to owoc o długiej, obco brzmiącej nazwie z jakiegoś dziwnego bazaru z kraju, gdzie „diabeł mówi dobranoc”, którego nie masz prawa znać, bo nigdy tam nie byłeś. Nie, nie, nic z tych rzeczy. Zainteresowałam się nim, bo to powszechnie lubiany owoc, który można kupić w Polsce w każdym sklepie, ale – inną jego odmianę, jest ich 94.

Czytaj dalej Rozpoznasz ten owoc?

Po co odkładać marzenia na później?

 

Dziś nie mamy czasu, jutro nie mamy zdrowia, pojutrze pieniędzy 

 

Zawsze jest jakieś ale. Jak już znajdzie się dobry moment, to okazuje się, że nie ma towarzystwa, bo priorytety ludzi się różnią. W natłoku codziennych „bzdur” – zakupów, kolejek, sprawunków, garów, obowiązków zawodowych często zastanawiam się czym jest właściwie to życie? Ewentualnie na czym powinno ono polegać, jeśli nie na spełnianiu marzeń, lub robieniu rzeczy, które wywołują uśmiech na twarzy? Zamiast tego człowiek całe życie na coś czeka.

Czytaj dalej Po co odkładać marzenia na później?

Święta Wyspa Nowej Zelandii – Motutapu

 

Motutapu Island

 

W języku Maorysów „motutapu” oznacza „sacred” – „święty”. Bezpośredni prom na Motutapu Island płynie zaledwie dziesięć razy do roku…ale to nie znaczy, że nie można się tam dostać częściej.

Wyspa Motutapu jest połączona wąskim przesmykiem z Rangitoto – największym i najmłodszym (około 600 letnim) wulkanem w okolicy Auckland, na który promy odpływają regularnie…

 

 

Czytaj dalej Święta Wyspa Nowej Zelandii – Motutapu

Brama Tybetu

 

Drugi dzień jedziemy autokarem przez Wyżynę Tybetańską. Właśnie minęliśmy znak, że znajdujemy się na wysokości 4412 metrów nad poziomem morza. Tak telepie, że nie jestem pewna, czy rozczytam się później z tych bazgrołów!

Od 6 rano jestem w drodze w towarzystwie bardzo miłej pary Tybetańczyków. Zaczęli mnie dokarmiać od samego początku. Zaczęło się niewinnie, od jajek na twardo, racuchów i pierożków z mięsnym farszem. To jest nieludzkie, żeby kazać komuś jeść o takiej godzinie, ale oni nie przyjmowali odmowy. Potem dostałam 5 ciastek z budyniem i kruche ciasteczka z orzechami. Pokazywałam na migi, że już nie mogę i łapałam się za brzuch, więc zaczęli mi upychać do plecaka „na wynos”. Czy ja wzbudzam litość?

Czytaj dalej Brama Tybetu