Archiwa tagu: zwiedzanie Nowej Zelandii

Stewart Island – w poszukiwaniu ptaszków kiwi

 

Autobus, dwa samoloty, taksówka, kolejny autobus oraz prom… a na końcu własne nogi. Taką drogę pokonaliśmy z Auckland, żeby dostać się właśnie tu, na (nowozelandzką) Wyspę Stewart. Nigdy nie byliśmy bliżej Antarktydy!

Czytaj dalej Stewart Island – w poszukiwaniu ptaszków kiwi

Południowa Wyspa Nowej Zelandii to zawsze dobry sposób na udane lato

 

Przez ostatni rok polecieliśmy na Południową Wyspę Nowej Zelandii trzy razy. W grudniu wracamy po raz kolejny.

Tym razem lecimy do Invercargill, by spędzić przerwę świąteczną na Stewart Island, a w pierwszy tydzień Nowego Roku do Nelson by zobaczyć, czy Region Abel Tasman jest faktycznie taki cudny jak go zdjęcia malują. Po co? Opętało Was, że ciągle tam latacie, może ktoś zapyta? To bardzo proste. Po pierwsze, za każdym razem odkrywając ten kraj szczęka nam opada z wrażenia. Po drugie, Południowa Wyspa Nowej Zelandii to zawsze dobry sposób na udane lato. Żeby nie było, Północna Wyspa Nowej Zelandii też jest niczego sobie. Dowody poniżej!

Czytaj dalej Południowa Wyspa Nowej Zelandii to zawsze dobry sposób na udane lato

O Queenstown (nie) na budżecie słów kilka

 

Szybko zapomniałam jak to jest mieszkać w mieście bez lotniska. Czasami przypomina mi o tym moja mama mając dylemat „skąd najłatwiej będzie jej wylecieć”.  Z Warszawy czy z Berlina? W Auckland mamy taki luksus z lotniskiem tuż za rogiem, że nie zamieniłabym tego na nic innego. Samolot do Queenstown mieliśmy o 7 rano, a sky bus, który zawsze bierzemy śmiga autostradą na miejsce w 20 minut.

O 9 rano znaleźliśmy się w Queenstown, miasteczku znajdującym się na Wyspie Południowej Nowej Zelandii, położonym 1550 kilometrów od Auckland. Jak przystało na pierwszy weekend zimy za oknem zastał nas 1°C i ośnieżone szczyty The Remarkables.

Czytaj dalej O Queenstown (nie) na budżecie słów kilka

„Efekt Lonely Planet” i zwiedzanie Nowej Zelandii

 

Przejcie 19-kilometrowego Pouakai Crossing

 

zajęło nam 5 godzin w obie strony z uwzględnieniem kilku przerw. Stroma wspinaczka poszła mi gładko mimo tego, że nic się nie zmieniło od naszego pobytu w Nepalu w zeszłym roku. Wspinaczkowiec-himalaista ze mnie żaden. Naoglądałam się dziesiątek zdjęć i miałam konkretne wyobrażenia odnośnie szczytu. Myślałam, że będzie taki jak cała Nowa Zelandia – dziki i naturalnie piękny.

Czytaj dalej „Efekt Lonely Planet” i zwiedzanie Nowej Zelandii