Archiwa tagu: życie w Nowej Zelandii

Spadająca gwiazda, pomyśl życzenie!

 

W naszym życiu nudziarzy na końcu świata miałam kilka tygodni adrenaliny. Jako jeden z wymogów dostania prawa jazdy kupiliśmy mężowi okulary w których musi prowadzić, ale jak się okazało szkła za 600$ nie były najgorszą wiadomością. Uświadomiłam sobie, że on mnie po raz pierwszy w życiu wyraźnie zobaczy i strasznie się zestresowałam. Przestanę być dla niego szczupłym kształtem z blond czupryną, a zacznę być… no właśnie.

Stanęłam przed lustrem, zapaliłam najostrzejsze światło jakie mamy, zaczęłam się sobie przyglądać z bliska i już widziałam czarne chmury zbierające się nad moim małżeństwem. Próbowałam jednak myśleć racjonalnie. Zalety – on zobaczy przez szkło powiększające moje piersi. Wady – przez to samo szkło zobaczy moje wągry.

Dodałam do tego niełatwy charakterek i plus minus uznałam, że rozwód murowany.

Czytaj dalej Spadająca gwiazda, pomyśl życzenie!

Koniec świata odnaleziony!

 

Rotoroa Island, czyli zwiedzania Nowej Zelandii ciąg dalszy

 

Udało się.

Dopłynęliśmy na Wyspę Rotoroa bez tsunami, trzęsień ziemi czy innych kataklizmów. Nie nie byliśmy pokłóceni, nie bolała nas głowa/brzuch/stopa/kolano/bark/oko/ząb. Nie zwymiotowałam na statku, za to pięknie świeciło słońce, a on zdążył mnie od rana wkurwić tylko raz. Kiedy myślałam więc, że wyczerpaliśmy już tygodniowy limit dobrych wiadomości, nadeszła ta najlepsza. Przybiliśmy do Rotoroa – z promu wysiadło 5 osób, z czego tylko my z zamiarem zostania na noc!!!

Mieliśmy dwie opcje zakwaterowania – wynająć 1 z 3 domków (630$ za noc), lub wynająć łóżko (35$ za noc). Wzięliśmy więc dwa łóżka, w końcu dzielenie się powierzchnią wspólną z obcymi ludźmi i życie w harmonii to moja specjalność.

Czytaj dalej Koniec świata odnaleziony!

Piekło istnieje i nazywa się centrum handlowe na miesiąc przed świętami

 

Nadchodzi ten czas w roku, kiedy człowiek boi się wyjść z domu, żeby znowu nie poczuć się jak ostatni gnój.

Skończyłam rozmyślać nad znalezieniem rozwiązań wszystkich zagadek tego świata, próbą rozwiązania konfliktów duchowych ludzkości i zakończyłam moja prywatną dramatyczną walkę mającą na celu odnalezienie egzystencjalnego sensu istnienia ludzi na Ziemi. Mogę śmiało powiedzieć, że zakończyłam tym samym etap szukania dowodów na istnienie piekła i nieba. Piekło istnieje i nazywa się centrum handlowe na miesiąc przed świętami.

 

Czytaj dalej Piekło istnieje i nazywa się centrum handlowe na miesiąc przed świętami

Zbyt leniwi, żeby żyć

 

Jacy są Nowozelandczycy?

 

Nie lubię Nowozelandczykówto może za dużo powiedziane, po prostu brzmi konkretnie i zwięźle oddaje charakter tekstu. Nie mogłabym mieszkać w Nowej Zelandii i nie lubić jej mieszkańców… bardziej ich samych jak i historie, opowiadające o tym jak im w życiu ciężko i strasznie traktuję z przymrużeniem oka.

Czytaj dalej Zbyt leniwi, żeby żyć