Kenia

 

Podstawowe informacje:

położenie –  Afryka wschodnia. Kenia ma dostęp do Oceanu Indyjskiego. Graniczy z Somalią, Etiopią, Sudanem Południowym, Ugandą i Tanzanią.

głowa państwa – prezydent Uhuru Kenyatta

stolica – Nairobi
język urzędowy– suahili, angielski
waluta –  szyling kenijski

 

Hakuna malaria, hakuna matata!” (nie ma malarii, nie ma problemu!) wita się z nami kierowca o 2:15 w nocy. Fajny, uśmiechnięty gość. Trochę humoru, ludzie i tak wszyscy kiedyś umrzemy.

Mamy ruszać na 2-dniowe safari do najstarszych Parków Narodowych w Kenii, Tsavo wschodniego i Tsavo zachodniego. Przed drogą dostajemy symboliczne śniadanie w hotelu, ale jak dla mnie to trzeba mieć nie po kolei w głowie, żeby móc jeść o takiej godzinie.

Jest luty, panuje pora sucha, co oznacza, że szansa na zachorowanie na dawną febrę jest znikoma. Wektorem malarii są samice komarów z rodzaju Anopheles, a rocznie umiera na nią 1-3 mln ludzi (głównie dzieci z Czarnej Afryki poniżej piątego roku życia).

Po kilku godzinach pierwsze promienie skradają się nad horyzontem, aż w końcu całą sawannę rozświetla słońce. Mijamy stada słoni czerwonych, od czasu do czasu drogę przecinają nam żyrafy. Piękno kenijskiej sawanny jest absolutnie urzekające. Nie licząc wczesnych godzin porannych żar leje się z nieba, a równiny ciągną się przez dziesiątki kilometrów.

Przez kilka godzin siedząc blisko kierowcy mimowolnie słucham jego rozmów w suahili przez krótkofalówkę. Regularnie powtarzały się słowa „bara bara”, a we mnie budziła się coraz większa ciekawość. Wbrew pozorom śmiechów chichów i zawsze jakiegoś męskiego towarzystwa jestem nieśmiałą osobą. W zeszłym roku 6 miesięcy zajęło mi, żeby zagadać do sąsiadki z Indii, aktualnie pracuję nad odezwaniem się do pewnej Filipinki.

Oni nadal powtarzają „bara bara”, a ja nie wytrzymam jak się nie zapytam. Mijają długie godziny i końcu zbieram się na odwagę i pytam tych dwóch wielkich czarnych facetów co to oznacza po angielsku, a w odpowiedzi słyszę „road” (droga).

Yhym. Kierowcy musieli się wymieniać informacjami na temat stanu dróg. Zaintrygowany przewodnik pyta co oznacza „bara bara” w języku polskim, więc odpowiadam „having sex” (uprawiać seks), a oni wyją ze śmiechu jeden przez drugiego jakby mieli po 12 lat!

Lubię języki, jestem po dwóch filologiach, ciekawią mnie różne słowa. Po chwili pytam co oznacza „pombe kali”, które też gdzieś usłyszałam, a oni znowu zaczynają się strasznie śmiać. Wreszcie pomiędzy salwami śmiechu udaje mi się usłyszeć odpowiedź „drink alcohol” (pić alkohol).

Obydwaj przewodnicy natychmiast zgodnie stwierdzili, że ich „pombe kali” nie dotyczy, więc odpowiedziałam, że tak tak, ja wiem o co chodzi, bo mnie „bara bara” też nie dotyczy i przez dalszą drogę śmialiśmy się do łez.