Tajlandia

 

Podstawowe informacje:

położenie – Azja południowo-wschodnia. Graniczy z Laosem, Kambodżą, Malezją i Birmą (Myanmar)

głowa państwa – król Bhumibol Adulyadej

stolica – Bangkok
język urzędowy– tajski
waluta –  baht

 

Była 2 w nocy czasu tajskiego, kiedy po przylocie wyszliśmy z naszego hotelu prosto na zatłoczoną, zawsze gwarną a zarazem niechlubną Khaosan Road.

25 stopni w środku nocy i garkuchnie uginające się od wspaniałego jedzenia. Głośno, duszno i tłoczno. Niechlubną, bo w nocy to imprezowa dzielnica miasta dla „białasów”, którzy robią wszystko, by nie straciła swojej reputacji. Za dnia to największy wybór hoteli, pamiątek, biur podróży, knajp i wypadówka na wycieczki zorganizowane.

Jadąc na miesiąc do Tajlandii i Kambodży wydawało mi się to podróżą życia. Myślałam, że to wystarczająco długo, by nacieszyć się krajem, słońcem, jedzeniem, kulturą i na tyle długo, że nigdy się nie skończy. Miesiąc mija szybciej niż mrugnięcie oka i nigdy nie ma wystarczająco dużo czasu, żeby zobaczyć WSZYSTKO. Po miesiącu jeszcze trudniej jest wracać do pierdół dnia codziennego, rachunków, zakupów, bzdur.

Kiedy siedzieliśmy w nocnym autobusie z rajskiej Ko Samui do Bangkoku, nie mogłam uwierzyć, że to koniec. Mieliśmy dotrzeć na miejsce o 6-7 rano, a 12 godzin później złapać samolot powrotny do Polski. Do grudniowej, zimnej Polski.

Zaplanowaliśmy zostawić plecaki w zaprzyjaźnionym biurze podróży i ten ostatni raz ruszyć na parę godzin w miasto.

Kiedy obudziłam się w autobusie dochodziła 4 rano, a za oknem rozpościerało się duże miasto.

Boże, żeby tylko to nie było „nasze” miasto.

Żeby to tylko nie był Bangkok, bo co my ze sobą zrobimy o tej porze?

Nie mieliśmy hotelu, a biuro, którego potrzebowaliśmy było zamknięte jeszcze przez kilka godzin. Poza tym, nie znałam jeszcze Bangkoku o takiej godzinie i wcale nie chciałam poznać. Kwadrans później autokar stanął i rozległ się wrzask Taja –

„Bangkok. Get out, get out, geeet oooout!!!”

„Bangkok. Wynocha, wynocha, wynooooście sięęęę!!!”